POWRÓT DO KORZENI: KLASA 3000 (11 najlepszych utworów oraz omówienie pozostałych)

1. LIFE WITHOUT MUSIC

Class1

Perkusista Lil’D, klarnecista Eddie, gitarzysta Phily Phil, skrzypaczka Madison, harfistka Tamika, ksylofonistka Kim, pianista Kam – siedmiu uczniów, których dzieli wiele. Pierwszy chce zostać tak sławny jak jego idol – czyniący prawdziwe cuda na saksofonie Sunny Bridges. Drugi jest multimiliarderem, a jego rodzice mogą kupić wszystko. Trzeci ma smykałkę do technologii. Czwarta jest radosną wariatką. Piąta ma czułe serce, ale skrywa je pod surową powłoką „twardej kobiety”. Szósta i siódmy to bliźniaki – siostra to urodzona znawczyni mody, drugi kocha urzędową dyscyplinę i porządek. Co łączy tę zbieraninę dzieciaków o różnych charakterach i zamiłowaniach? Oczywiście, że muzyka! Każdy z bohaterów serialu posiadał własny instrument, na którego grze się specjalizował. Jednak w pierwszym odcinku wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tę grupkę nastolatków czeka ponura przyszłość – czarne chmury gromadzą się nad ich losami, kiedy do ich uszu dociera hiobowa wieść o aresztowaniu nauczyciela od muzyki. Tymczasowy wakat obejmuje niepozbawiony dobrych chęci, ale niezbyt kompetentny dyrektor Luna, który zapowiada likwidację klasy z powodu braku funduszy na opłacenie następnego nauczyciela. Przerażeni uczniowie zdają sobie sprawę, że to koniec – już więcej nie będą rozwijać swej życiowej pasji.

(Rozpaczy na pewno nie uśmierza to, że bożyszcze małego perkusisty – sławny na całym świecie piosenkarz i saksofonista Sunny Bridges – na oczach publiczności we wszystkich krajach zszedł ze sceny, ogłaszając w ten sposób swą rezygnację)

Co teraz będzie? Ano trzeba się przekwalifikować – szkoła garncarska, baletowa, sportowa, a potem – praca w biurze i targanie walizek wypchanymi aktami notarialnymi. I nie ma mowy o wolności artystycznej – kwieciste bluzki i marynarskie czapki, które były wyznacznikami stylu młodocianych szarpidrutów, ustąpią miejsca sztywnym wyprasowanym w kancik garniturom z krawatami i eleganckimi kapeluszami. Na naszych oczach rozgrywa się autentyczny dramat, bowiem jak można żyć bez muzyki? Wiele razy słuchałem tego utworu i za każdym razem jest poruszający. Teledysk wyglądał dosyć kiczowato i zawsze przypominał mi „Zwariowane Melodie” (choć za ten klip miał odpowiadać twórca „Rena i Stimpy’ego”, ale docenić trzeba motyw z uczniami, którzy na tle szkolnej tablicy biegną ile sił w nogach, a za nimi rozpada się droga zbudowana z klawiszy pianina. Jest on zresztą tylko ilustracją do utworu, w którym rozlega się smutne „La, la, la”. Niedługo potem śpiewający je chór zaczyna snuć opowieść o niemożności spełnienia swych pragnień. Gdy słucham ich tonu, mam wrażenie, jakby chcieli wybuchnąć płaczem, ale próbują zachować godność i starają się przekazać swój żal bez płaczu. W połowie piosenki dochodzi do najmocniejszego momentu – chór wykrzykuje „Life without music”, a niedługo po tym słowa te zaczynają się powtarzać już wolniej niczym hymn żałobny.

Piosenka ta dzisiaj brzmi zupełnie inaczej niż wtedy. Niejaki Timothy Mcgee oskarżył pomysłodawcę serialu – Andre „3000″ Benjamina – o kradzież jego pomysłu i wytoczył mu sprawę w sądzie. Okazało się, że w latach 90. McGee proponował Cartoon Network stworzenie serialu pt. „The Music Factory of the ’90s”, jednak nie uzyskał na to zgody. Cała ta afera doprowadziła do zakończenia produkcji serialu, ktory dziś ma tylko 26 odcinków w 2 sezonach. Co jak na serial animowany dla dzieci i młodzieży jest niewielką liczbą, która raczej nie gwarantowała dużej popularności w Polsce. Nic więc dziwnego, że po ostatniej emisji na początku stycznia 2009 nikt u nas za bardzo nie pamiętał tej bajki i dryfuje ona gdzieś w internecie, bo jakiś łaskawca nagrał to w czasach jej niedługiej „świetności” i upublicznił w sieci, co jest bardzo na rękę takim fanom jak ja. Mimo wszystko „Life without music” wybrzmiewa ze zdwojoną siłą, gdy się wyobrazi, że bohaterom naprawdę przyszło żyć bez muzyki, a ich telewizyjny żywot trwał tak krótko i skończył się tak tragicznie (zamiast śmiercią naturalną, jaką są np. niskie słupki oglądalności)…

„No, Twinkle Twinkle Little Stars
No, Old McDonald Had A Farm
And birds would have nothing to sing
No, Take Me Out To The Ball Game„.

2. THROWDOWN

Class2

Nagła zmiana nastroju – w życiu uczniów zachodzi przemiana. Po wielu desperackich próbach uratowania własnej klasy otrzymują wsparcie ze strony nieoczekiwanego przybysza. Jest nim nie kto inny, tylko Sunny Bridges, który powrócił do rodzinnych stron, aby żyć w ciszy i spokoju. Udało mu się zostawić hałaśliwy show-biznes za sobą, ale zamiast ostoi samotności czeka go istna 26-odcinkowa epopeja z ośmiorgiem początkujących grajków (a właściwie 25-odcinkowa, bo w pierwszym jeszcze ich nie poznał). Nie pamiętam, kto zakomenderował „No to jedźmy z tym koksem”. To był Sunny a może Lil’D? W każdym razie poooooszło i zaczęła się niesamowita impreza, w której zwyczajne miasto stanu Georgia ogarnęła niezwykła feeria barw, a mieszkańcy ruszyli w te pląsy, aż się ziemia zatrzęsła. Ach, jak tu nie polubić zarówno teledysku, jak i samej piosenki, która jest tak silnym katharsis po depresyjnych nutach „Life without music”, że zapomina się o wszelkim smutku. Gdy piosenka się kończy wielokrotnie powtarzane „Throwdown” wciąż dudni w głowie niczym weselne dzwony. Zaraźliwy entuzjazm tego utworu pewnie kiedyś po raz kolejny zawojuje publiczność, jeśli „Klasa 3000″ ponownie zawita na ekrany (obym był prorokiem!) albo doczeka się następnego sezonu (obym był dobrym prorokiem!), który będzie równie znakomity co pierwszy (obym był NAPRAWDĘ dobrym prorokiem!). A na razie jedyne, co możemy zrobić, to:

„Clap, clap yo’ hands. Tell yo mama the band throws down.
Woo! From Atlanta to Japan, every land throwdown. (Awww YEAH!)
Jump up and touch the sky; fall ’til you hit the dance floor. (Awww YEAH!)
I promise if you give it all you got, every time they want more (yeah) more (yeah) more. (YEAH!)”

3. OH, PEANUTS

Class3

W trakcie przygotowań do muzycznego spektaklu dochodzi do katastrofy – uczniowie klasy 3000 przesadzają z efektami specjalnymi i nie panują nad próbą generalną, która przeradza się w wielki chaos. I pomyśleć, że jedyne, co mieli zrobić, to zorganizować przedstawienie, które musi być powiązane z fistaszkami, w sumie nie bardzo wiadomo, dlaczego, ale cóż – szkoły mają różne tradycje. Dopiero po 10 latach przypomniałem sobie, że Studio Genetix Film Factory spolszczyło tę piosenkę i można było posłuchać „Orzeszku, kochamy ciebie!” zamiast „Oh, peanuts, we love you baby!”, a Jarosław Domin wkłada w usta Eddiego dziarską kwestię „Dobrze słuchajcie będzie rap! Suflet orzechowy to mój cały świat!”. Niezależnie jednak od wersji „Oh, Peanuts” jest ciekawym przykładem, jak do idiotycznego w gruncie rzeczy tekstu skomponować przepyszny miód dla uszu (jeśli już trzymamy się gastronomicznej leksykologii), w którym saksofon, skrzypce i harfa, a także jakieś urządzenie elektroniczne (niestety, nie potrafię rozpoznać wszystkich instrumentów) dają z siebie wszystko, aby tylko zachęcić nas do spożywania owoców orzachy podziemnej (czyli fistaszków).

„Buckhead
Yea Yea what
I rep’ my state might as well throw it up
See I been eating peanut souffle
Since I was two
Now I recommend the Tai sauce or a soup
Scoop!”

4. FIGHT THE BLOB

Class4

Uczniowie myśleli, że znajdą skarb, do którego doprowadzi ich mapa z archiwów Sunny’ego Bridgesa. Czekało ich jednak srogie rozczarowanie – okazało się, że przed laty Sunny i jego przyjaciele z zespołu muzycznego zamknęli tam tajemnicze monstrum, które powstało wskutek połączenia się kilku niebezpiecznych substancji (wolę je tak określić tymi słowami, niż wymyślonym przez polskich tłumaczy słowem „kluch”). Wścibstwo klasy 3000 sprowadza na miasto groźbę unicestwienia, lecz Sunny nie poddaje się i postanawia pokonać bestię tak samo, jak kiedyś zrobił to ze swoim zespołem: ujarzmić ją przy pomocy funku. Jak wywiązują się z tego zadania jego uczniowie? Ano tak dobrze, że ich piosenka ma moc po dzień dzisiejszy. No cóż, trudno się doszukiwać ukrytych głębokich znaczeń w słowach:

„Blob, you goin’ down
Hey, hey, hey, blob, get out of town
The Westley mob gon’ make you frown
Hey, hey, hey, blob, you goin’ down”

… ale mimo to nietrudno zrozumieć, dlaczego przy takich rytmach potwór z podziemi został ostatecznie pokonany. Lubię też teledysk, w którym bohaterowie wyglądają o wiele groźniej niż zwykle, a z ich ust wydobywają się nieokiełznane strumienie melodii. No i wpada w ucho jak diabli!

5. RICHER SHADE OF BLUE

Class5

Kiedy Sunny postanawia nauczyć swych podopiecznych, na czym polega blues, wszyscy zaczynają przypominać sobie swoje problemy i śpiewają o nich, aby obecne czasy wydawały się lepsze. Nieźle im idzie, tylko Eddie – syn multimiliarderów – nie do końca czuje jego ducha, bowiem od dnia narodzin jego istnienie wyznacza niekończąca się zabawa i luksus. Chłopiec nie zdaje sobie sprawy, że jego dwunaste (a może trzynaste?) urodziny będą inne od tych, które świętował przedtem. Lil’D zabiera swego przyjaciela – notabene obiecującego klarnecistę – na wycieczkę po miejskich ulicach. Niestety, brakuje im pieniędzy na bilet autobusowy, a komórka gdzieś przepadła, więc wpadają na pomysł, że zarobią grając bluesa. Wszystko przybiera błękitny kolor, a zza kadru słychać piosenkę o tym, że blues może dopaść każdego nawet, jeśli ma się pod względem materialnym nie trzeba się o nic troszczyć.

„He got everything he want
But everything he need money don’t buy
Now if that ain’t blues I’ll say listen, oh
They look at you
All they see is dollar sign
Now if that ain’t blues I’ll say listen
A rich shade of blue”

6. ALL WE WANT IS YOUR SOUL

Class6

Audiowizualne opus magnum tej kreskóweczki i w dzieciństwie, i w teraźniejszości, które daje do myślenia w każdej epoce. Lil’D chce być sławny, więc podpisuje kontrakt z Soul Stark Records, której szef oraz przedstawiciele nie wydają mu się być podejrzani w żadnym stopniu, chociaż w ich budynku jest mnóstwo płonących komnat, a nad nim unosi się dziwna otchłań z jęczącymi duszami. I tak mały perkusista zostaje poddany gwałtownej przemianie najpierw w kwestii wyglądu, a następnie w kwestii priorytetów. Nie mija wiele czasu, aż Lil’D otrzymuje zadanie zagrania we własnym klipie. Wtedy rozpoczyna się nietypowe widowisko, w którym twarz chłopca przybiera wyraz sardonicznego uśmiechu, a jego ręce w niemalże ekstatycznym transie uderzają raz po raz pałeczkami w perkusję, której dźwięki towarzyszą mrocznej melodii zwiastującej upadek małoletniego geniusza. Teledysk z kolei zawiera olbrzymią ilość tego, co stanowi pokusę dla wschodzących gwiazd show-biznesu – piramida gotówki, okazała rezydencja, samochody, roztańczone dziewczyny, biżuteria, zdjęcia z autografem… Od całego tego blichtru kręci się w głowie, której nie uspokaja demoniczny śmiech szefa Soul Stark Records ani syczenie jego podwładnych, a kiedy wydaje się nam, że już nie da się bardziej odlecieć, następuje przebicie bariery normalności: gwiazdor-nowicjusz rzuca pałeczkami do góry, które zostają mu zabrane i zamienione na – uwaga – nóż i widelec. I tak chłopiec, który do niedawna był zwykłym niczym nie wyróżniającym się nastolatkiem, zmienił się w komercyjną marionetkę zmuszoną do grania sztućcami na tle… reklamy szynki nakręconej z wdziękiem młota pneumatycznego.

„So, shawty, I got there
Li’l D make a beat, make it hot there
Like a Rabbit, Volkswag or a Cadillac
I’ma show you how to do a record contract
You earn it the old fashioned way
I’m already gold in the hood, past the platinum
Sellin’ million records, I can’t wait and I’m
Gonna do whatever it takes to straight got soul… sell it!”

7. UFO NINJA

Class7

Klasowy spec od technologii Phily Phil pragnie odbyć lot na inną planetę. Rezultat jego śmiałego przedsięwzięcia przekracza wszelkie oczekiwania do tego stopnia, że… zostaje uprowadzony przez tajemniczych przybyszów. Kto może stać za tym niecnym uczynkiem? Jego przyjaciele będą próbowali odnaleźć odpowiedź na to pytanie, angażując się w skomplikowaną misję ratunkową przy akompaniamencie nieco psychodelicznej muzyki, w której ważna jest nie tyle warstwa słowna – składająca się tylko z „I am a ninja/Ooh, UFO ninja” powtórzonym kilkanaście razy – co melodyczna, a tą charakteryzuje zabójczy miks muzyki z Dalekiego Wschodu z tą, która przywodzi na myśl film z gatunku space fantasy. Ciężko jest pozbyć się tych kakofonicznych dźwięków, które brzmią jak schizofreniczna katarynka (jak by to określił autor bloga „poliszmuwi”).

8. KIM KAM JAM

CLass8

Prawdopodobnie nie istnieje bardziej kontrowersyjny utwór z „Klasy 3000″ jak ten. O czym opowiada? W tym, że brat i siostra – Kim i Kam – muszą ze sobą współpracować, aby ich klasa wygrała konkurs. Teledysk jest tu taki sobie, ale bez niego piosenka może wydawać się dosyć specyficzna, bowiem prawie cały tekst to parajęzyk składający się z „ach, ach, ach”, „yeeeeah” albo „łoł”, które to okrzyki przeplatają się z takimi lakonicznymi frazami jak „Play it!”, „I hear ya!”, „I like that!”, „You go, bro!”. Wielu fanów zdążyło zauważyć, że całość brzmi tak, jakby oboje bliźniaków łączyło coś więcej niż tylko więzy krwi, ale lepiej po prostu porzucić skojarzenia, bowiem to, co w „Kim Kam Jam” wyprawiają młodzi Azjaci, ładnie komponuje się z ich świetną grą na pianinie.

9. CRAYON

Class9

Chyba najbardziej nostalgiczna piosenka w całym zestawieniu, po której łzy same płyną do oczu. To dzieciństwo w najczystszej postaci – prosta piosenka o kredkach, w której dowiadujemy się, że cały świat to książka do kolorowania:

„Black or blue,
Purple or yellow,
Or red—
Said, we’re all in this box together,
Oh yeah, oh yeah.
The world is like a coloring book—
To get the whole picture, each other it took, so”

… a słuchając tego utworu ciągle mam wrażenie, jakby jego wykonawcy również za czymś tęsknili, śpiewając o czymś tak cudownym jak przybory do kolorowania. Pozytywny przekaz potęguje także klip, który jest również bardzo prosty, a jednocześnie tak śliczny, że aż się chce jak za starych czasów chwycić do ręki pudełko kredek i samemu zacząć rysować takie ludziki jak te z teledysku.

10. COOL KITTY

Class9a

Tamika poznaje dwie dziewczyny, które uważają, że nie powinna ona tracić czasu na takich dziwaków jak jej koledzy z klasy muzycznej. Aby ją do tego przekonać, namawiają ją do zaśpiewania piosenki, która ma jedynie potwierdzić, jakie to one są popularne, atrakcyjne, boskie i tak super, że aż „Cool Kitty I’m a cool, cool cat” (w polskiej wersji piosenkę przetłumaczono i zdubbingowano, co dało nam „Kociak, jestem kociak kot”).

„I’m so cool, I could be an eskimo.
Even in the summer, at my house it snows.
Oh, I’m always chillin like it’s 40 below.
I’m so hot I’m cold.
Cool kitty”

11. MY MENTOR

Class9b

Kiedy Sunny Bridges w końcu dogaduje się z niewidzianym przez wiele lat mentorem – Theothisem „Ryczącą Żabą” Suggsem – staje się jasne, że trzeba tę okazję uczcić specjalnym występem. Razem biorą do ręki trąbkę oraz saksofon i dają wspaniały popis muzyki jazzowej. Łatwo popaść w przyjemny trans, kiedy z głośników płynie melodia relaksująca, a jednocześnie tak pełna ekspresji, że dach sali zostaje gwałtownie zerwany i wysłany w kosmos. A wszystko dzięki sile muzyki jazzowej, która sprawia też, że anioły zstępują z nieba i zapraszają przechodniów do tańca. Nie pada tu ani jedno słowo, które zresztą tylko niepotrzebnie by zakłócało grę pary wirtuozów…

„My mentor” zakończył w niezłym stylu pierwszy sezon „Klasy 3000″, który składał się jeszcze z odcinków z dwoma piosenkami. Nie należą one do moich ulubionych, ale stoją one na przyzwoitym poziomie. Ciekawostką może być fakt, że do polskiej wersji „Banana zoo” zatrudniono m.in. Wojciecha „Fokusa” Alszera, znanego z hiphopowego zespołu „Paktofonika” (a także jednego z bohaterów słynnego filmu pt. „Jesteś Bogiem”). Oprócz tego jest jeszcze „Luna Love”, w którym dyrektor szkoły w Westley wyznaje miłość… kucharce. Niestety, o sezonie drugim nie ma się co raczej wypowiadać, gdyż jest on przeciętny. Nie będę zbytnio krytykował serialu skierowanego do młodszych odbiorców, ale seria druga okazała się trochę rozczarowująca m.in. w warstwie muzycznej. Do najsłabszych zaliczyłbym „On the Farm”, „Clean Up”, „Study Buddies”, „Turn of the Century”, „”Teacher of the Year”" i w końcu „Beauty and the Beat”, przy którym złamano zasadę, że piosenkę zamieszcza się albo w połowie odcinka albo na końcu. „Beauty and the Beat” puszczono gdzieś w początkowych partiach odcinka, co było niepotrzebne – przecież zaletą tej kreskówki był właśnie fakt, że się siadało przed telewizorem i czekało na to, jaka będzie piosenka!

Wymienione przeze mnie utwory były dość nijakie i czasami nie miały zbyt wiele wspólnego z fabułą, pomijając już to, że ich wykonanie pozostawiało wiele do życzenia (zwłaszcza „Teacher of the Year”). Co smutne, również piosenki ze specjalnego odcinka świątecznego również nie porywają. Jak się porówna jakiś kawałek z sezonu 2. do „All We Want Is Your Soul”, wyjdzie nam ogromna, niemożliwa do zasypania przepaść. Trzeba jednak przyznać, że pozostałe piosenki dawały radę. „Philly Phil Come Home” miało przyjemną muzykę w stylu techno z interesującym przekazem, który z jakiegoś tajemniczego powodu usunięto w polskiej wersji, pozostawiając widzom samą muzykę. Szkoda, bo jest naprawdę fajny:

„Both sides of the brain—they can do a special thing;
Let’s put ‚em together, the yin and the yang,
To make it whole ’cause balance is the key
To unlock treasure inside of you and me”

Teledysk do tego utworu sprawia z kolei wrażenie klipu z „Crayon” tylko bardziej spokojnego – tu również możemy zobaczyć roztańczonych bohaterów serialu, którzy tym razem nie są narysowani kredkami, a namalowani sprejem na ulicznym muralu. Niezły jest też „Drum Off”, w którym przedstawiono pojedynek Lil’D z innym mistrzem perkusji, a w „Rapunzel” słychać miłą dla ucha melodię na wzór muzyki średniowiecznej. Towarzyszy ona zabawnej baśniowej opowiastce, w której np. Madison jako Czerwony Kapturek jest tak zauroczona wilkiem (w tej roli dyrektor Luna!), że… daje mu kość i zakłada obrożę, czyniąc go swoim pupilkiem! „Do your Pose” doceniam nie tyle za taką sobie piosenkę, co za klip, w którym modeling pokazano jako pokaz kukiełek na patyku. „In Search Of”, „Treasure” oraz „Two to Tango” nie są może nadzwyczajne, ale przynajmniej wpadają w ucho, dlatego bardzo lubię polskie wersje tych piosenek.

Niestety, w ogólnym rozrachunku sezon 2. wypadł dość blado i okazał się słabszą połówką serialu, którego potencjał i tak już został dobity tą nieszczęsną sądową aferą wywołaną przez jakiegoś zawistnego, nikomu szerzej znanego pieniacza. Mimo wszystko nie potrafię przestać myśleć o tej bajce inaczej, jak z sentymentem, który mimo upływu tylu lat nie słabnie, a przeciwnie – staje się tym bardziej silny, im częściej słucham piosenek z „Klasy 3000″. Serial, który miał zachęcać dzieci do muzyki, chyba spełnił swoje zadanie, skoro dzisiaj jestem tak bardzo wyczulony na muzykę filmową, a najbardziej kocham słuchać Wojciecha Kilara… prawda? :)

Na zakończenie tego megazestawienia kawałek, który powinien się znajdować na pierwszym miejscu, ale tak jakoś wyszło, że jest na ostatnim:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *