ZERWANY KŁOS (WYROK NA FRANCISZKA KŁOSA, 2000, reż. Andrzej Wajda)

FilmKlos

Pół roku temu na ekrany kin wszedł najnowszy film Ryszarda Bugajskiego pt. „Zaćma”, w którym reżyser legendarnego „Przesłuchania” zainteresował się życiorysem zbrodniarki z okresu stalinizmu. Nie oglądałem filmu (i bardzo żałuję, że nie znalazłem wtedy na niego czasu), wiem jednak, że został on dosyć chłodno przyjęty i chyba nie spotkał się z powszechnym zainteresowaniem. Poza zastrzeżeniami odnośnie natury artystycznej i warsztatowej krytykowano sposób pokazania głównej bohaterki i przesłanie filmu. Według jednych była to katolicka bajka udowadniająca, że zło powstaje po tym, jak człowiek odwraca się od chrześcijaństwa, inni natomiast uważali, że Bugajski próbował wybielić opisywaną przez siebie (a interpretowaną przez Marię Mamonę) postać. Nie były to pierwsze takie kontrowersje wokół obrazów o podobnej tematyce. Dawniej zarzucano próbę usprawiedliwiania negatywnego bohatera np. Oliverowi Hirschbiegelowi, kiedy zrekonstruował ostatnie dni III Rzeszy (i jej przywódcy) w filmie „Upadek”, u nas doświadczył podobnego zjawiska Andrzej Wajda.

Mówię tu nie tylko o przedostatnim filmie Wajdy, który wzbudził wielki dyskurs, gdyż traktował on o życiu postaci zarówno wielbionej, jak i nienawidzonej („Wałęsa. Człowiek z nadziei”), ale o mniej dziś znanym (bo to spektakl telewizyjny) dziele zajmującym się przypadkiem człowieka w ogóle dziś nieznanego. Franciszek Kłos był w trakcie II wojny światowej funkcjonariuszem Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa, który zginął w 1943 roku z wyroku Polskiego Państwa Podziemnego. Pełnił swą służbę w Grodzisku Mazowieckim. Parę lat po wojnie Stanisław Rembek napisał o tym człowieku powieść pt. „Wyrok na Franciszka Kłosa”, dzięki czemu polska w polskiej literaturze powojennej miał po raz pierwszy zagościć typ antybohatera. A to niedobrze – przecież nie jesteśmy narodem, który łatwo przyjmuje do serca fakty odbrązawiające naszą mitologię. Książka została zapomniana aż do czasu, kiedy w Polsce twórcy filmowi zaczęli interesować się prozą zmarłego w latach 80. Stanisława Rembeka. W 1992 Juliusz Machulski wykorzystał jego opowiadania, aby zabłysnąć w naszej kinematografii nie na polu komedii, tylko w gatunku historycznym. Powstał wówczas film „Szwadron”, który został zgłoszony do rywalizacji o Oscara. Na przełomie wieków zainteresowanie utworami Rembeka wyraził w końcu sam Andrzej Wajda, sięgając po „Wyrok na Franciszka Kłosa”, chociaż następna adaptacja miała być już nie kinową superprodukcją, tylko spektaklem wyemitowanym w telewizji.

Jak łatwo się było domyślić, „Wyrok na Franciszka Kłosa” wywołał kontrowersje. Powieść została przemilczana, spektakl natomiast do dziś oddziałuje na emocje wielu Polaków. Wśród krytyków filmu padają zarzuty nie tylko o przekazy ideologiczne, ale też o sposób realizacji filmu, który miał charakteryzować się wątpliwymi walorami warsztatowymi i artystycznymi. Ja należę natomiast do grona jego zwolenników, widząc w nim traktat o tym, jak wielkie brzemię zła jest w stanie udźwignąć jeden człowiek. W roli tytułowej wystąpił Mirosław Baka, który kilkanaście lat wcześniej zagrał innego zbrodniarza – młodego mordercę z „Krótkiego filmu o zabijaniu” Krzysztofa Kieślowskiego. Tutaj zagrał mężczyznę mającego na sumieniu życie wielu ludzi jako współpracownik niemieckiej władzy. Wajda podkreślił w spektaklu sadyzm niemieckich wojskowych i żandarmów, którzy nie wahają się z uśmiechem na ustach zabijać kobiety z dziećmi, dowiadujemy się też o treści obwieszczenia autorstwa Hansa Franka, zarządzającego karę śmierci dla Żydów usiłujących uciec z getta. Tymczasem polskie podziemie niepodległościowe usiłuje zwalczać działalność wroga i samo również wydaje wyroki śmierci, które obejmują ludzi będących sprawcami tych wszystkich zbrodni. Atmosfera nieustannego i niemożliwego do przewidzenia zagrożenia jest tu stale obecna, a towarzyszą jej m.in. ponure odgłosy wydawane przez chmary kruków w opustoszałej, smętnej i brudnej mieścinie, jaką jest Grodzisk w owym widowisku.

Jak można się domyślać z tytułu filmu, Franciszek Kłos również dołącza do kręgu ludzi, których dni są policzone. Początkowo lekceważy on powagę sytuacji i nie wierzy w skuteczność ruchu oporu, lecz gdy w jego otoczeniu zaczynają ginąć kolaboranci, pierścień grozy zaczyna się zmniejszać i zaciskać na jego szyi. Mirosław Baka doskonale odmalował nie tylko przerażenie Franciszka Kłosa, ale też spotęgowanie narastających wyrzutów sumienia, które tliły się w nim dużo wcześniej, później natomiast wybuchły ze zdwojoną siłą. Wielowymiarowość postaci Kłosa pokazany został w jego relatywizmie moralnym, który dopuszcza u tego granatowego policjanta konieczność prześladowania Żydów, a wykonywanie rozkazów „aryjskich” zwierzchników nie przeszkadza mu uważać się za polskiego katolika. Myśli, że wypełnia polecenia tak, jak powinien to robić każdy policjant na świecie, a za prawdziwych szkodników uważa podziemie niepodległościowe i rząd londyński. Jego tożsamość i światopogląd pogrążone zostają jednak w kryzysie. Własna matka (zagrana z maestrią przez Maję Komorowską) rzuca mu w twarz następujące słowa: „Ty nie jesteś Polakiem ani katolikiem, jesteś gorszy niż Niemiec, jesteś siepaczem”, oskarżając go o wysługiwanie się wrogom i bycie ślepym narzędziem w rękach nieludzkich oprawców. Także mieszkańcy miasta mają poważne wątpliwości co do niego, zaś kierownik szkoły, do której dawniej uczęszczał, prosi go, aby nie przyznawał się, że był jego uczniem. Jedyną osobą, która ma dla niego zrozumienie, jest jego żona (dobra rola Grażyny Błęckiej-Kolskiej), ale nawet ta wie, że podąża on niewłaściwą drogą, o czym go zresztą informuje.

Widać więc, że Wajda pod płaszczykiem dreszczowca w kostiumie historycznym podjął próbę zbadania źródeł, z których powstaje wypaczenie ludzkiej natury i sprzeniewierzenie się wszelkim wartościom. Do najlepszych scen należy – przepraszam, jeśli zdradziłem zbyt wiele fabuły – spowiedź Franciszka Kłosa, wyznającego grzechy księdzu zagranego przez Pawła Królikowskiego, który w swojej roli sprawdził się na tyle znakomicie, że wyglądał jak uosobienie twardego sumienia nie uznającego żadnych kompromisów w łamaniu zasad etyki. W scenie tej została zawarta ogólna słabość i rozdarcie człowieka zmuszonego do walki o przetrwanie zarówno fizyczne, jak i psychiczne, w upadłym, zdemoralizowanym świecie. Ostatecznie Kłos zostanie poddany próbie podczas zasadzki na niemiecki oddział, która przerodzi się w krwawą potyczkę. Wtedy to Kłos będzie musiał wybrać, po której stanie stronie… widz tymczasem będzie musiał się zastanowić, kto w tym całym konflikcie miał rację. Ale czy w takich czasach można było szafować takim pojęciem? Jedno jest pewne – Andrzej Wajda zdołał w przejmujący sposób przedstawić wnikliwą analizę wnętrza człowieka, a przy tym postawić ważne pytanie odnośnie narodowej tożsamości, które wybrzmiewa także i dziś…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *